To nie głód. To był ciężki dzień

To nie głód. To był ciężki dzień.

2026-10-05 | Blog, dr n. o zdr. Patrycja Kłósek

Jest 21.30. Kolację zjadłaś dwie godziny temu. Głodu właściwie nie ma. Ale był trudny dzień.

Otwierasz szafkę. Potem lodówkę. Wracasz do szafki. „Mam ochotę na coś”. Tylko na co? Czekoladę? Kanapkę? Chipsy? Czasami odpowiedź brzmi: na nic z tych rzeczy. Potrzebujesz ulgi.

Jedzenie naprawdę potrafi poprawić nastrój. I w tym właśnie tkwi problem.
Jedzenie nie służy nam wyłącznie do dostarczania energii. Jest przyjemnością, elementem spotkań, tradycji i świętowania. Może być nagrodą. Może też na chwilę odciągać uwagę od napięcia, samotności, złości czy zmęczenia.
Samo powiedzenie sobie: „Nie będę zajadać stresu” często niewiele zmienia. Jeżeli jedzenie przez lata pełniło określoną funkcję, trzeba najpierw zrozumieć jaką.

Jak wygląda błędne koło jedzenia emocjonalnego?

Bardzo często zaczyna się… od diety. „Od jutra zero słodyczy”. „Po 18.00 już nie jem”.
Przez kilka dni wszystko działa. Potem pojawia się stres i pojawia się myśl: „Znowu zawaliłam”.
Koło rozpoczyna się ponownie: restrykcja → napięcie/głód → jedzenie → poczucie winy → kolejna restrykcja.
Wiesz już, że podjadanie marchewki jest zdrowsze od batonika… Problem wielu osób nie brzmi: „Nie wiem, co jest zdrowe”. Brzmi: „Wiem, ale kiedy jestem zmęczona, zestresowana albo smutna, cała ta wiedza przestaje mieć znaczenie”.

Zanim następnym razem coś zjesz, zrób mały eksperyment

Nie zakazuj sobie jedzenia. Zatrzymaj się na moment i odpowiedz na cztery pytania:

  • Co teraz czuję: napięcie, smutek, nudę, złość, zmęczenie?
  • Gdzie czuję głód: w ciele czy raczej jako uporczywą myśl o konkretnym produkcie?
  • Co wydarzyło się chwilę wcześniej: telefon, kłótnia, deadline, powrót do pustego mieszkania?
  • Czego potrzebuję, jeśli odpowiedzią nie jest jedzenie?

To ostatnie pytanie bywa najtrudniejsze. Bo być może odpowiedzią jest odpoczynek, kontakt z kimś bliskim, chwila ciszy albo przyznanie przed sobą: „mam dzisiaj dość”.

A jeśli odpowiedź nadal brzmi: „chcę czekoladę”?

Możesz ją zjeść. Celem psychodietetyki nie jest stworzenie człowieka, który patrzy na ciasto i nie odczuwa żadnych emocji. Nie chodzi też o analizowanie każdego kęsa. Chodzi o odzyskanie wyboru. To zasadnicza różnica między: „Jem czekoladę, bo mam na nią ochotę i świadomie ją wybieram” a: „Nie wiem, kiedy zjadłam całą tabliczkę. Wiem tylko, że znowu czuję się fatalnie”.

Kiedy warto pomyśleć o konsultacji psychodietetycznej?

Szczególnie wtedy, gdy za Tobą jest wiele diet, a schemat ciągle się powtarza; jedzenie często pojawia się pod wpływem stresu; występuje silne poczucie winy po posiłkach; dzielisz produkty na „dozwolone” i „zakazane”; albo dobrze znasz zasady zdrowego żywienia, ale nie potrafisz przełożyć ich na codzienność.

Warto jednak pamiętać, że nawracające epizody utraty kontroli nad jedzeniem, podejrzenie zaburzeń odżywiania, nasilony lęk czy depresja wymagają szerszego spojrzenia. W takiej sytuacji potrzebna może być pomoc psychologa, psychoterapeuty lub lekarza psychiatry.

Nie zawsze najważniejsze pytanie brzmi: „Co dzisiaj zjadłam?”

Czasem dużo więcej mówi inne: „Co wydarzyło się pięć minut wcześniej?”
Bo trwała zmiana sposobu odżywiania nie zaczyna się wyłącznie od kalorii, składników odżywczych i kolejnych zasad. Zaczyna się również od zauważenia własnych schematów.
A kiedy zaczynasz je rozpoznawać, pomiędzy emocją a automatycznym sięgnięciem po jedzenie pojawia się coś bardzo cennego – miejsce na decyzję.